W ostatnich tygodniach słowo „koronawirus” jest najprawdopodobniej jednym z najczęstszych słów, które do nas docierają. Z każdej strony jesteśmy bombardowani kolejnymi doniesieniami o tej chorobie – rosnąca liczba zachorowań rozprzestrzeniająca się coraz bardziej po świecie, spekulacje na temat przygotowania szpitali do epidemii, zalecenia o środkach zapobiegawczych.

Temat nowej odmiany wirusa jest powszechnie omawiany gdziekolwiek się nie ruszymy, nawet spędzając piątkowy wieczór w gronie znajomych trwają spekulacje na ten temat. Sklepy prawdopodobnie mają zyski przekraczające sprzedaż przedświąteczną, a wielu rezygnuje z zaplanowanych w najbliższym czasie podróży.

Oczywiście ostrożność w obecnych czasach jest ważna – jak najbardziej wskazane jest wzmożone dbanie o higienę, a i przełożenie podróży do Włoch na spokojniejszy czas nie jest złym pomysłem.

Skłania to jednak do refleksji nad wartościowaniem chorób we współczesnym społeczeństwie.

Każdego dnia koronawirus jest to temat numer jeden dla wszystkich środków masowego przekazu i na okrągło ostrzegani jesteśmy przed zagrożeniem. Jeśli jednak skupimy się na udostępnianych powszechnie statystykach, ignorując teorie spiskowe, to okazuje się, że znacznie więcej jest osób wyleczonych niż zgonów, a śmierć wcale nie jest zagrożeniem dla każdej zarażonej osoby. Jeśli nie jesteś emerytem i nie masz przewlekłych chorób – prawdopodobnie wrócisz do pełni sił, nawet gdy zachorujesz. Oczywiście każda ludzka śmierć jest tragedią i stratą dla świata. Nie chodzi tutaj o bagatelizowanie zagrożenia wywołanego rozprzestrzenianiem się wirusa, tylko o zwrócenie na inny rosnący problem współczesnego świata… Cichą, współczesną epidemię…

Nie rozpoznasz ich po kaszlu czy gorączce, wbrew stereotypom często funkcjonują w świecie normalnie, wykonując swoje codzienne obowiązki, dopóki nie nastąpi moment krytyczny. Często maskują swoje cierpienie uśmiechając się w rozmowie – prawdopodobnie już wiele razy słyszeli, wypowiedzi typu: „inni mają gorzej, lepiej wziąć się w garść i nie myśleć zbyt wiele”. Przestają szukać wsparcia, czują się osamotnieni, coraz bardziej wierzą swoim myślom, które każdą sytuację przedstawiają w czarnych barwach. „Jestem najgorszy, nic mi nie wychodzi, nic dla nikogo nie znaczę”. W przypadku porażek nie szukają przyczyn w czynnikach przejściowych – myślą, że to wina ich braków nie do przepracowania, myślą, że tak już będzie zawsze. Z czasem zaczynają się izolować bądź szukać ucieczki w różnych nałogach, aż w końcu plątanina negatywnych myśli jest zbyt duża i decydują się na krok ostateczny. Wielu bliskich dopiero wtedy zaczyna się zastanawiać nad przyczynami i myśli co można było zrobić inaczej. Wielu myśli, że ten problem nigdy nie zaistnieje w ich najbliższym otoczeniu…

Depresja – jedna z najpowszechniejszych chorób cywilizacyjnych XXI wieku, a jednak znaczna część społeczeństwa nadal uważa ją za fanaberię i bagatelizuje osoby próbujące szukać wsparcia. Być może takie myślenie częściowo wynika stąd, że słowo to jest nadużywane, na przykład dla opisania chwilowego, gorszego nastroju. Z drugiej strony pomimo wzrastającego zainteresowania psychologią dalej powszechny jest strach przed chorobami psychicznymi, a wizyta u psychiatry kojarzona jest z przypadkami ostrej schizofrenii z halucynacjami, a jeśli już depresja to przecież chory tygodniami nie wstaje z łóżka i zapomniał co to mydło – „nie masz depresji, przecież chodzisz do pracy, wszystko z Tobą w porządku, nie przesadzaj”.

Świadomość społeczeństwa na temat zagrożeń psychicznych teoretycznie wzrasta, ale stereotypy nadal nie zostały zwalczone.

Statystki są jednak przerażające. Z danych WHO wynika, że na świecie średnio co 40 sekund ktoś obiera sobie życie, a rocznie takich przypadków jest ponad 800 tysięcy… Samobójstwo jest również drugą przyczyną śmierci u osób młodych w wieku 15-29 lat. Czy gdyby istniała mapa rejestrująca przypadki prób samobójczych oraz samobójstw to zagrożenie zostałoby potraktowane poważniej i przykładano by większą wagę do profilaktyki?

Już dziś możesz podjąć pierwsze kroki, aby przyczynić się do zmniejszania przypadków samobójstw, nie trzeba wiele. Wystarczy zwiększyć swoje zasoby tolerancji i empatii. Na początek warto zwiększyć zainteresowanie swoimi bliskimi – rozmawiajmy szczerze o problemach, słuchajmy, zapewniajmy o naszej obecności, a także o wartości innych w naszym życiu. Unikajmy wartościowania problemów, nikomu nie pomoże świadomość, że inni mają gorzej – takie zdanie może wręcz zwiększyć poczucie winy i przekonanie o własnej beznadziejności u osób z depresją. Pamiętajmy, że liczy się perspektywa, rozmawiając starajmy się wczuć w sytuację rozmówcy. Róbmy drobne gesty dla wywołania uśmiechu u drugiej osoby, okazujmy wdzięczność. A ponadto przestańmy traktować wizyty u specjalistów z przedrostkiem „psycho” jako temat tabu.

Nie wyeliminuje to poruszonych problemów całkowicie, jednak gdy wszyscy zaczniemy postępować w taki sposób, to możemy przyczynić się do ocalenie wielu istnień.

Wniosek wyciągnięty z obserwacji paniki i śledzenie wielu dyskusji – nie zbadany statystycznie. Lekka ironia na potrzeby artykułu, proszę o zrozumienie.